wydawnictwo skrypt
wydawnictwo skryptwydawnictwo skryptwydawnictwo skryptwydawnictwo skryptwydawnictwo skrypt
 

napisali o nas

Wśród wielu literackich trufli, które ostatnio udało mi się wyszperać, jest m.in. powieść „Wszystko ma swój czas”, autorstwa norweskiego pisarza Karla Ove Knausgåda. Nie czytałem nic podobnego od czasu „Szatańskich wersetów” Salmana Rushdiego i”Ostatniego kuszenia Chrystusa” Nikosa Kazantzakisa.

            To dziwna, niezwykle intrygująca książka. Podobno zanim Knausgård zabrał się do jej pisania stworzył stustronicowy esej poświęcony aniołom i historii ich kontaktów z ludźmi. Potem na jego bazie skonstruował powieść, w której siłą napędową jest właśnie ten chłodny eseistyczny wywód. Knausgård z iście heretycką energią nicuje tu biblijne opowieści, które zyskują nowe, niepokojące znaczenia. Pojawia się sugestia, że Bóg nie był wszechwiedzący i nijak nie potrafił zrozumieć ludzi, których stworzył. Nie mogąc zaakceptować ich niezależności i krnąbrnej natury wielokrotnie karał ludzkość różnymi plagami i kataklizmami. Przypuszczalnie nie był też niezmienny i jego podejście do ludzi zmieniało się przez lata. Podobnie było w przypadku aniołów, które zbliżyły się do człowieka, utraciły blask i przekształciły się w coś zupełnie innego.

            Gdy czytelnik przyzwyczaja się do eseistycznego tonu Knausgård nagle zmienia formułę i przeskakuje w gęstą narracyjną prozę, która przybliża historię zagłady Sodomy  i Gomory, a także poruszające losy Kaina i Abla czy Noego. Zaś na koniec wykonuje zaskakującą woltę w stronę narracji pierwszoosobowej i zostawia czytelnika z głową pełną pytań. Jest w tym wszystkim jakaś nowa, obca perspektywa. Ani chrześcijańska, ani gnostyczna, ani naukowa. Inna od wszystkiego, co znane. Niesamowita książka.

                                   Paweł Matuszek, „Nowa Fantastyka”, nr 7/2009

  

 STUDIUM OBSESJI

Sierpień 1857. Rufus Griswold, niegdyś ceniony redaktor i krytyk, którego los został nierozerwalnie spleciony z tragicznymi dziejami Edgara Allana Poe, z obłędem w oczach gna ulicami Nowego Jorku, mamrocząc niezrozumiałe dla nikogo prócz niego słowa: „Starzec powrócił... Czuję to... jest bardzo blisko”. Człowiek, który chciał zniszczyć reputację wielkiego pisarz i poety, autor osławionego nekrologu Poego, w którym przedstawiał go jako nałogowca i degenerata, sam niebawem umiera w zapomnieniu, udręczony koszmarami z przeszłości.

            „Pokażę wam strach” norweskiego pisarza Nikolaja Frobeniusa (jego dziełem jest scenariusz, na podstawie którego powstał film „Bezsenność” Christophera Nolana) nie jest książką biograficzną sensu stricto. To raczej powieść grozy oparta na życiorysie Edgara Allana Poe, czerpiąca z niego fakty i wzbogacona licznymi cytatami (zarówno z samego twórcy, jak z licznych źródeł z epoki), a następnie mieszająca je z fikcyjnymi koszmarami. Przedstawione wydarzenia oglądamy na przemian z perspektywy Poego i Griswolda, przefiltrowane przez niszczące ich lęki i obsesje. Z jeden strony Poe, gloryfikujący piękno stojące poza wszelką moralnością, żyjący w cieniu śmierci (traktuje o tym artykuł M. Cetnarowskiego w bieżącym numerze). Z drugiej – Griswold, który przyjął święcenia kapłańskie, borykający się ze swoją seksualnością, odbierający twórczość pisarza z mieszanką obrzydzenia i chorej fascynacji. Relacje między tą dwójką nie są jednoznaczne – Poe krytykujący gust Griswolda, a jednocześnie wysyłający mu kolejne utwory; Griswold tępiący amoralny światopogląd Poego, lecz znający jego utwory na pamięć. I wreszcie ów pamiętny nekrolog, pisany pod pseudonimem „Ludwig”, i fakt, że pisarz przekazał tak zajadłemu przeciwnikowi prawo do dysponowania swoją twórczością. Wyłania się z tego obraz niezwykle skomplikowanej znajomości, której nie upraszcza fakt, że ktoś popełnia okrutne zbrodnie ewidentnie inspirowane utworami Poego.

            Życiorys wybitnego twórcy wprawiony w niezwykłą opowieść grozy i opowiedziany z ciekawej perspektywy – wszystko to składa się na powieść zdecydowanie wartą uwagi.

                                 Jerzy Rzymowski: Studium obsesji. „Nowa Fantastyka”, nr 6/2009.


Nikolaj Frobenius to popularny norweski pisarz i scenarzysta, u nas praktycznie nieznany, a szkoda. Z jego nazwiskiem mogliśmy się co najwyżej zetknąć w przypadku scenariusza do oryginalnej wersji filmu „Bezsenność” (w reżyserii Erika Skjoldbjarga), na podstawie którego Christopher Nolan nakręcił amerykańską wersję z Alem Pacino i Robinem Williamsem. Na świecie jednak Frobenius znany jest głownie jako pisarz. Jego najbardziej znane dzieło, to nietypowy kryminał, zatytułowany „Lokaj De Sade'a”.
Powieść „Pokażę wam strach” również nie może zostać zaliczona do typowych. Oto bowiem stajemy twarzą w twarz z samym ojcem horroru – Edgarem Allanem Poe, który zerka na nas czujnie z artystycznie przetworzonej okładki.
Frobenius wykonał świetną robotę jako dokumentalista. Jego literacka fikcja oparta jest na wnikliwych badaniach źródeł, które pokazują amerykańskiego klasyka jako człowieka nietuzinkowego, może nawet ekscentryka. W powieści widzimy go jako geniusza, u którego szyi wisi krwiopijca, karmiący się jego sukcesem, a jednocześnie szczerze go nienawidzący. Jako etatowego plugawca Frobenius przedstawia pastora Rufusa Griswolda, redaktora współpracującego z Poem, udającego jego przyjaciela i toczącego z nim zawzięte dysputy o literaturze. To właśnie z perspektywy Griswolda i Poego obserwujemy świat przedstawiony. Świat, w którym pojawia się tajemniczy morderca.
Największą satysfakcją płynącą z lektury jest tu aura tajemniczości, spowijająca postać amerykańskiego romantyka. W odróżnieniu od licznych biografów Frobenius nie próbuje nawet tłumaczyć dziwnych zachowań Poego, po prostu wyciąga je na światło dzienne i pokazuje ich złożony charakter. Bardzo ważnym elementem jest tu skomplikowana relacje między oboma bohaterami. Skrajnie różni od siebie, są sobie na swój sposób niezbędni, co czyni ich znajomość jeszcze bardziej zagmatwaną. Faktem jednak jest, że w wydaniu Frobeniusa to Poe zyskuje większą sympatię czytelnika.
Morderca, o którym wspomniałem wcześniej, to postać jakby żywcem wyjęta z kryminalnych opowiadań Poego. Można rzec, że ktoś inspiruje się tekstami romantyka, próbując zainteresować jego osobą policję. A może tajemniczy Poe nie jest wcale taki niewinny?
Sam układ między literatem i redaktorem (pastor Griswold próbował również swoich sił jako pisarz) przypomina znaną „przyjaźń” Wolfganga Amadeusza Mozarta z Antonio Salierim, którą Miloš Forman doskonale pokazał w słynnym „Amadeuszu”. To świetnie przedstawiony motyw, kto wie czy nie najciekawszy w całej powieści.
„Pokażę wam strach” to dobry materiał na film. Pod warunkiem jednak, że nie zrealizowaliby go Amerykanie, gdyż zbyt dużo tu subtelnych niuansów, które specjaliści z Hollywoodu zapewne pominęliby już w fazie pisania scenariusza.
Powieść ta, to ozdoba „Kolekcji skandynawskiej” wydawnictwa Skrypt. Szkoda, że tak mało o niej napisano w mediach (nawet tych elektronicznych). Jako bardzo nietypowy kryminał, zasługuje bowiem na uwagę nie tylko miłośników powieści detektywistycznych, ale również fanów grozy i twórczości samego Poego. W odróżnieniu bowiem od Matthew Pearla, który popełnił jakiś czas temu powieść „Cień Poego”, książka Frobeniusa ta dobrej jakości literatura.

                                   Rafał Chojnacki, "Decare" , http://kryminal.ubf.pl/readarticle.php?article_id=191

  

Karl Ove Knausgård to pisarz wielkiego formatu, chociaż w Polsce dotąd mało znany. Za książkę „Wszystko ma swój czas” otrzymał The Norwegian Critics Prize. Jego powieść to niezwykły traktat o obecności aniołów w życiu ludzi, o ludzkiej naturze oraz o zanikaniu boskości. Autor, zainspirowany dziełem „O naturze aniołów” XVI-wiecznego autora Antinousa Belloriego, pokazuje jak wiele istnieje wyobrażeń na ich temat, a motywy biblijne w jego książce układają się w pasjonujące opowieści.

                                   „Książki. Magazyn Literacki”, nr 5/2009

  

Oparta na prawdziwych wydarzeniach powieść „Pokaże wam strach” Nikolaja Frobeniusa odwołuje się do postaci prekursora literatury grozy – Edgara Allana Poe. Oto pisarz spotyka na swej drodze redaktora i krytyka Rufusa Griswolda. Obaj zabiegają o palmę pierwszeństwa na literackiej scenie i obaj zostaną wciągnięciu w niebezpieczną grę. Autor z zawodu jest scenarzystą, co odnajduje swe odzwierciedlenie w jego pisarskiej twórczości. Dialogi w powieści są wartkie, a opisy plastyczne i realistyczne.                                                                                                         

                                   „Książki. Magazyn Literacki”, nr 5/2009

  

Ulice Babilonu. Londyńska zagadka

Pierwsza część cyklu powieściowego o przygodach Euthanasii (sic!) Bondeson, młodej, ale już uznanej szwedzkiej pisarki z połowy XIX wieku podróżującej po świecie w poszukiwaniu artystycznych inspiracji i wplątującej się przy okazji w kryminalne intrygi. Tym razem Euthanasia znalazła się w Londynie, stolicy Imperium, w którym słońce nigdy nie zachodzi, aby zwiedzić Wystawę Światową i specjalnie dla niej wzniesiony Kryształowy Pałac ze szkła i stali. Tajemnicze wydarzenia sprawiły jednak, że plany turystyczne musiały zostać zrewidowane. W tłumie zwiedzających zaginęła służąca pisarki, ale przypadkowo poznany hinduski uczony natychmiast zaoferował swoją pomoc w poszukiwaniach. Bohaterka, panna z dobrego domu, została zmuszona do odwiedzenia takich dzielnic Londynu, do których dobrze wychowana osoba nie powinna nigdy zaglądać i do rozwikłania przesyconej krwią i seksem zagadki.
Książka Cariny Burman to czytadło zrobione z wielką dbałością o historyczną i obyczajową rzetelność. Może zbyt wielką: detaliczne opisy miejsc, budynków, potraw, ubiorów, zachowań i obyczajów momentami zdają się przechodzić w popularnonaukowy wykład, niepotrzebnie zwalniają dość mimo tego sprawną akcję i odbierają wiarygodność zdarzeniom i postaciom. Naiwność i dobre ułożenie głównej bohaterki (choć rzeczywiście jakby z wiktoriańskiej powieści) są stanowczo przerysowane, robią wrażenie nieco komiczne zwłaszcza w zestawieniu ze światem występku i rozpusty, z którym przychodzi się jej skonfrontować. Kiedy czytelnik rozszyfruje już pierwsze zagadki, następne stają się nieco zbyt łatwe. Ale mimo to, jest to całkiem miła, lekka lektura dla zmęczonego współczesnością i codziennością czytelnika.

                                     Jarosław Górski, „Magazyn Literacki. Książki”, nr 6/2009

 

Norweska literatura wkracza na polski rynek


Prawdziwą ucztę dla miłośników literatury skandynawskiej szykuje wydawnictwo Skrypt. Od roku 2009 zacznie publikować przynajmniej po dwa przekłady skandynawskich powieści miesięcznie! Na początku przyszłego roku ukażą się między innymi thrillery bardzo poczytnego norweskiego pisarza Toma Egelanda „Sirkelens ende” i „Paktens voktere”. Niektóre z jego książek doczekały się przekładów na 17 języków, zatem najwyższa pora na polski. W styczniu ukaże się również przekład „Babylon gator” szwedzkiej pisarki Cariny Burman oraz „En tid for alt” Norwega Karla Ove Knausgarda. Maciej Chrzanowski z Wydawnictwa Skrypt zapewnia, że współpraca z skandynawskimi agencjami wydawniczymi układa się fantastycznie, rynek dobrych, nieznanych w Polsce powieści jest ogromny, zatem Skrypt będzie podpisywał kolejne umowy na przekłady skandynawskich powieści.

Sylwia Skorstad, portal polonia.wp.pl


10 stycznia ukazała się SPIRALA Toma Egelanda. Wydawcy reklamują ją jako książkę przypominającą Kod Leonarda da Vinci, ale powstałą na dwa lata przed powieścią Browna. A mnie się zdaje, że to porównanie jej nieco szkodzi, bo mówimy o zupełnie innej parze kaloszy. Bohatera Kodu ledwo zdawało się lubić - był nieco nadęty i napompowany. Intryga w Kodzie była świetna, ale bohater jakoś mało poruszający. A tu bohater jest zupełnie innymi nićmi szyty i dobrze na tym wychodzi. Zdaje mi się, że to facet, o którym każdy może pomyśleć - no, przynajmniej mam lepiej niż on. Bjorn Belto jest bowiem albinosem, z kobitkami mu się nie układa, z rodziną tym bardziej i w ogóle mało mu się układa z kimkolwiek. Ma swoje lęki i przyzwyczajenia, dużo mu się wydaje, ale jest przezabawny.
Akcja kręci się wokół złotej szkatułki, którą wykopano w ruinach norweskiego klasztoru. Zdaniem Bjorna źli ludzie chcą ją ukraść, bowiem kryje w sobie jakaś niewiarygodną tajemnicę, zdaniem złych ludzi to Bjorn jest złodziejem. Jest trochę o historii, trochę o miłości, trochę o zbrodni, a resztę już sobie przeczytajcie sami. Pełno tam zdań-perełek w stylu: dywan był tak gruby, że można było rozważać użycie kosiarki do trawy.

Sylwia Skorstad, portal forumnorwegia.net

 

Tom Egeland Spirala

Podczas wykopalisk w Norwegii, światowej sławy profesor odnajduje złotą szkatułkę. Zamierza zatrzymać ją dla siebie, w czym próbuje mu przeszkodzić miejscowy archeolog Bjørn Beltø. Chroniąc znalezisko, Bjørn zwiedzi kawałek świata, zakocha się i odkopie rodzinne tajemnice. Powieść, która przyniosła Egelandowi światową sławę, została przetłumaczona na 16 języków. Nic dziwnego, bo urzeka intrygą i sposobem narracji. Główny bohater, Bjørn, to albinos, dziwak, neurotyk, samotnik, a mimo to czytelnik ma wrażenie, że spotkał najlepszego kumpla. O historii i archeologii opowiada bez zadęcia, kieruje się wzruszająco irracjonalną, ale celną logiką. Wciąga i rozśmiesza.

Miesięcznik „ Boutique”, nr 2/2009

Tom Egeland Spirala / recencja z www.carpenoctem.pl /

Określenie "Spirali" jako norweskiego "Kodu Leonarda Da Vinci", czy nazywanie Toma Egelanda skandynawskim Danem Brownem, to spora przesada. Owszem, obaj autorzy poruszają w swoich książkach tajemnice historii i docierają do mrocznych tajemnic związanych z podwalinami religii chrześcijańskiej. Jednak jest to typowa cecha całej rzeszy tzw. thrillerów historycznych, z których większości nie dałoby się jednak odnieść do powieści Browna. Jest to o tyle istotne, że "Spirala" jest powieścią starszą, niż "Kod...", a wspólne cechy niektórych elementów fabuły (zakony rycerskie, tajemnica Rennes-le-Chatteau, relikwie) świadczą jedynie o doborze lektur, jakim kierowali się obaj autorzy przygotowując podstawy do swoich fabuł. Polskie wydanie "Spirali" jest zresztą zakończone komentarzem, w którym norweski autor sam pisze nieco o podobieństwach i różnicach dotyczących obu tych utworów. Konkluzja jest taka: dobrze, że "Kod..." odniósł sukces, gdyż dzięki temu czytelnicy na całym świecie mogli poznać również "Spiralę". Trudno się w tym miejscu z Tomem Egelandem nie zgodzić.
Bohaterem powieści jest nieugięty w swoich zasadach norweski archeolog. Choć przeżywa momentami mrożące krew w żyłach przygody, to nie przypomina nawet odrobinę amerykańskiej ikony Indiany Jonesa. Albinos, noszący nazwisko Bjorn Belto, jest znacznie bardziej spokrewniony z bohaterami skandynawskich powieści kryminalnych, niż z dzielnymi uczonymi spod znaku profesora Roberta Langdona, masowo zaludniającym karty historycznych thrillerów. Bjorn działa czasem impulsywnie, kieruje się własną logiką, czasem nieco zaburzoną, co łatwo wytłumaczymy wcześniejszym pobytem w szpitalu psychiatrycznym. Sympatyczny Norweg używa tego argumentu jako wymówki, kiedy tylko nie chce się poddać z pozoru racjonalnym argumentom.
Osią całej intrygi jest wykopana na terenie dawnej kaplicy joannitów skrzynia, zawierająca ponoć tajemnicze manuskrypty, dotyczące tajemnic związanych z Jezusem i z wczesnym chrześcijaństwem. Jako że wbrew norweskiemu prawu skrzynię chce wywieźć ze Skandynawii prowadzący wykopaliska zagraniczny uczony, Bjorn postanawia ją ukryć. Choć przełożeni nakazują mu posłuszeństwo, archeolog wyrusza w podróż, która ma dać odpowiedzi na kilka bardzo ważnych pytań. Pierwsze z nich dotyczy międzynarodowej fundacji wspierającej badania naukowe na całym świecie: czy to możliwe, że jej przedstawiciele działają ponad prawem? Drugie dotyczy pięknej dziewczyny, w której Bjorn niemal natychmiast się zakochał: czy rzeczywiście zainteresowała się nim, czy też miała go tylko szpiegować? Warto też dowiedzieć się czegoś o samej skrzyni: Czy to możliwe, że zawiera tzw. manuskrypt Q - protoewangelię, z której korzystali znani nam autorzy ewangelii kanonicznych? Przy okazji pojawia się też osobiste pytanie, bardzo ważne dla samego Bjorna: czy śmierć jego ojca, który pracował w międzynarodowej grupie archeologów, była rzeczywiście nieszczęśliwym wypadkiem?
Narracja Toma Egelanda jest spokojna i dokładna, można by nawet rzec, że nieco powolna. W tym kontekście kojarzy się z Henningiem Mankellem, choć obaj panowie tworzą powieści w zupełnie innej stylistyce. Mankell jest mistrzem jeżeli chodzi o drugi plan akcji, Egeland koncentruje się jednak na pierwszym. Jednak w jego twórczości również mamy do czynienia z bohaterem, który jest osobą trudną w relacjach międzyosobowych, chodzi własnymi drogami i nie spocznie, dopóki nie uzyska satysfakcjonujących odpowiedzi.
Kolejne książki norweskiego pisarza mają się sukcesywnie ukazywać w "Kolekcji Skandynawskiej" wydawnictwa Skrypt. Pozostaje nam więc wyglądać ich w księgarniach, gdyż katalog zapowiedzi nie jest co prawda duży, jednak jak serię poświęconą wyłącznie Skandynawii, robi wrażenie. Pozostaje mieć nadzieję, że poziom kolejnych pozycji będzie co najmniej tak wysoki, jak ma to miejsce w przypadku "Spirali".

autor: Rafał Chojnacki
Recenzja pochodzi ze strony internetowej : http://www.carpenoctem.pl/pages/spirala_r.htm

W drodze na „drugą stronę grobu”

19 stycznia 2009 roku przypadła dwusetna rocznica urodzin Edgara Allana Poego, legendarnego poety i prozaika epoki romantyzmu, jednego z prekursorów literackiego horroru i fantastyki. Z tej okazji nastąpił prawdziwy wysyp książek opowiadających nie tylko o życiu i twórczości Amerykanina, ale także stawiających go w roli powieściowego bohatera. „Pokażę wam strach” Nikolaja Frobeniusa to makabryczna historia, obficie korzystająca z biografii pisarza.

Edgar Allan Poe – choć od jego urodzin minęło już dwieście, a od śmierci sto sześćdziesiąt lat – nieustannie cieszy się olbrzymią popularnością. Po twórczość amerykańskiego klasyka wciąż chętnie sięgają nie tylko czytelnicy, ale również filmowcy, przerabiając jego opowiadania (rzadziej poezję) na tysiące możliwych sposobów. Jakiś czas temu odkryto jednak, że idealnym materiałem fabularnym może stać się również biografia pisarza – tyle w niej niewyjaśnionych epizodów i zagadek, włącznie z tą najważniejszą, dotyczącą okoliczności śmierci. Bazując na życiorysie autora „Zagłady domu Usherów”, brytyjski prozaik Andrew Taylor napisał, bliskiego stylistyce klasycznego kryminału, „Amerykańskiego chłopca” (2003), którego akcja rozgrywała się na przełomie lat 1819/1820, opowiadała więc o jednym z epizodów dzieciństwa Poego. Trzy lata później rodak Edgara, Matthew Pearl, opublikował „Cień Poego”, w którym skupił się przede wszystkim na przyczynach zgonu pisarza. Przed rokiem natomiast do tego zacnego grona dołączył Norweg Nikolaj Frobenius, autor powieści „Pokażę wam strach”, poddającej wiwisekcji niemal całe życie twórcy postaci Auguste’a Dupina, pierwszego literackiego detektywa w dziejach. Frobenius (rocznik 1965) urodził się w Oslo, ale dojrzewał w prowincjonalnym miasteczku Rykkinn. Zadebiutował dwadzieścia trzy lata temu tomikiem wierszy, ale szybko porzucił poezję dla prozy i filmu. Ukończył nawet specjalne kursy w Londynie, kształcące w zawodzie scenarzysty filmowego. Jako powieściopisarz zyskał sławę w 1996 roku historycznym „Lokajem de Sade’a”, jako scenarzysta – rok później, współtworząc słynny thriller „Insomnia” w reżyserii Erika Skjoldbjarga (w 2002 roku obraz ten doczekał się amerykańskiego remake’u, w którym Christopher Nolan obsadził między innymi Ala Pacino i Robina Williamsa). Dzisiaj jest redaktorem czasopisma literackiego „Okno” („Vinduet”), mieszka w stolicy Norwegii i zapewne cieszy się niezmiernie z faktu, że kolejne jego dzieła systematycznie tłumaczone są na szwedzki, angielski i niemiecki, a teraz także – na język polski.

Punktem wyjścia dla Frobeniusa były po dziś dzień niewyjaśnione wydarzenia z ostatnich dni życia Edgara Allana Poego. Przede wszystkim doniesienia, jakoby tuż przed śmiercią, która dopadła go w Washington College Hospital w Baltimore, wykrzykiwał bez przerwy nazwisko „Reynolds”, mimo że w najbliższym otoczeniu pisarza nie znano nikogo takiego. Norweg stara się więc dociec, kim była ta tajemnicza osoba, która – jak, być może słusznie, zakłada – musiała odegrać niezwykle ważną rolę w jego życiu, skoro w jakiś sposób była przy nim obecna nawet wtedy, gdy wybierał się w swoją ostatnią drogę – w zaświaty. Akcja powieści – nie licząc prologu, który w pierwszej części prezentuje nam finał całej historii, zaś w drugiej odwołuje się do najwcześniejszych lat życia autora „Złotego żuka” i przedwczesnej śmierci jego matki – rozpoczyna się w 1841 roku w Filadelfii. Poe ma wówczas trzydzieści dwa lata, ze swoją uroczą, choć wyjątkowo słabego zdrowia, żoną Virginią (którą zdrobniale nazywa Sissy) klepią biedę. Praca redaktora, publikacje opowiadań i wierszy, nawet tłumaczenia jego utworów na język francuski nie są w stanie zapewnić Edgarowi i jego małżonce godziwego życia. Kiedy więc dowiaduje się, że do miasta zawitał Rufus Wilmot Griswold (postać autentyczna!), pastor i literat, przygotowujący właśnie do druku antologię współczesnej poezji amerykańskiej, postanawia się z nim zobaczyć i przedyskutować pewne istotne dla siebie kwestie. To zdarzenie, jak się w przyszłości okaże, całkowicie odmieni życie ich obu – drogi Poego i Griswolda będą się bowiem przecinać jeszcze wielokrotnie, a do kolejnych spotkań dochodzić będzie najczęściej w bardzo dramatycznych okolicznościach.
Griswold to postać do dzisiaj wzbudzająca spore kontrowersje, której wpływ na życie Poego nie został jeszcze do końca wyjaśniony. Można jedynie podejrzewać, że – sam pozbawiony talentu literackiego – z jednej strony fascynował się twórczością autora „Kruka”, z drugiej – ogromnie mu zazdrościł zdolności i sławy i podświadomie dążył do jego zdyskredytowania. Co zresztą nie było wcale takie trudne. Poe sam bowiem wystawiał się na ostrzał, bezpardonowo atakując w swoich recenzjach największe ówcześnie gwiazdy literatury amerykańskiej (zwłaszcza poetę Henry’ego Longfellowa, któremu notorycznie zarzucał plagiatorstwo). Na dodatek prowadząc, delikatnie mówiąc, mało higieniczny tryb życia, niezwykle irytował purytańską socjetę, stając się wdzięcznym obiektem niewybrednych plotek i kpin. Frobenius przygląda się, choć trzeba przyznać, że dość pobieżnie, kolejom losu Poego – opowiada o jego perypetiach rodzinnych, częstych zmianach pracy i miejsc zamieszkania, powstawaniu kolejnych dzieł, jak również niemożliwości zrozumienia otaczającego go świata, co prowadziło do coraz większej alienacji, którą pogłębiła jeszcze śmierć ukochanej małżonki. Gdzie tu jest więc element niesamowitości? Kryje się on w zasadzie w wątku pobocznym, który z biegiem czasu wyrasta na dominujący, wiodąc prostą drogą do tragicznego finału. Otóż okazuje się, że w Nowym Jorku popełniane są okrutne zbrodnie, które przypominają makabryczne opisy pochodzące z opowiadań Poego. Na trop wiążący te koszmarne mordy z twórczością autora „Zabójstwa przy Rue Morgue” wpada nowojorski dziennikarz Evan Olsen; dochodzi nawet do tego, że pisarzem interesuje się policja. Sam Poe nie ma wątpliwości, że ktoś za wszelką cenę stara się naśladować literacką fikcję. Jakież jednak będzie jego zaskoczenie, kiedy dowie się, kim jest ten człowiek i jaki ma związek z jego osobą!

„Pokażę wam strach”, chociaż opowiada o jednym z najwybitniejszych twórców literackiej makabry, nie nawiązuje stylistycznie do jego nowel. Frobenius nadał swojej książce charakter zbeletryzowanego reportażu. Stąd chociażby wykorzystanie w powieści autentycznych tekstów dziennikarskich (na przykład napisanego przez Griswolda nekrologu pisarza), jak i typowy dla tego gatunku sposób narracji, sprawiający, że widz ma wrażenie, iż czyta relację z wydarzeń, które rozgrywają się niemal na jego oczach. Jeśli dostrzec można jakieś inspiracje twórczością Amerykanina, to przejawiają się one raczej w zapożyczeniach od autorów, którzy nawiązywali do Poego, adaptując jego specyficzny styl do własnych potrzeb, jak czynił to na przykład Fiodor Dostojewski. Pewna nerwowość i podwyższona temperatura narracji, obecna w wielu partiach powieści Norwega, jest typowa właśnie dla rosyjskiego klasyka (vide wewnętrzne przemyślenia bohatera). Frobenius nie skupił się jednak tylko na pełnej tajemniczości fabule. Postanowił przedstawić również poglądy Poego na temat literatury, co widać najwyraźniej podczas opisów spotkań i dyskusji z Griswoldem, kiedy obaj panowie sprzeczają się na temat współczesnej im poezji i prozy. Autor „Pokażę wam strach” posiłkował się tutaj esejami i recenzjami publikowanymi przez Amerykanina w prasie, w których wielokrotnie wyrażał on przekonania tyleż śmiałe, co wzbudzające jak najbardziej zrozumiałe kontrowersje. W pamięć zapada zwłaszcza jedno zdanie, które świetnie oddaje charakter twórczości Poego: „Prawdziwy poeta bada nieznane”, by dotrzeć „na drugą stronę grobu”.
Po wydaniu w ostatnich latach kilku powieści nawiązujących do życia autora „Studni i wahadła”, nadszedł chyba wreszcie czas, aby ukazała się w języku polskim rzetelna biografia Edgara Allana Poego. Wydawcy naprawdę nie ma się czego obawiać – grozy i niesamowitości znalazłoby się w niej na pewno pod dostatkiem!

autor: Sebastian Chosiński
Recenzja pochodzi ze strony internetowej : http://esensja.pl/ksiazka/recenzje/tekst.html?id=7861

 

Tom Egeland "Spirala" - recenzja w miesięczniku Twoja Norwegia

kliknij aby zapoznać się z recenzją

Recenzja książki "Spirala" Toma Egelanda w miesięczniku Twoja Norwegia ( kliknij aby powiększyć obraz )
 

Wirtualna Polska - wywiad z Tomem Egelandem

Wirtualna Polska - wywiad z Tomem Egelandem

Wirtualna Polska - wywiad z Tomem Egelandem ( kliknij aby przeczytać cały artykuł )
 

Wirtualna Polska - wywiad z Karlem Ove Knausgårdem

Wirtualna Polska - wywiad z Karlem Ove Knausgardem 

Wirtualna Polska - wywiad z Karlem Ove Knausgårdem ( kliknij aby przeczytać cały artykuł )

Wirtualna Polska - wywiad z Nikolajem Frobeniusem

Wirtualna Polska - wywiad z Nikolajem Frobeniusem

Wirtualna Polska - wywiad z Nikolajem Frobeniusem ( kliknij aby przeczytać cały artykuł )
 
 
 

© Wydawnictwo Skrypt 2009. Wszelkie prawa zastrzeżone.